niedziela, 17 listopada 2013

Patryk

Rozdział 2
Podróż autobusem, który nim nie jest. 
Super. Po prostu super. Po drodze do mojego domu dziewczyny wyjaśniły mi co to znaczy być dzieckiem magii. Czasem lepiej żyć w nie wiedzy.
Do niedawna żyłem ,,spokojnie'' od czasu do czasu męczony przez różne stwory lub ludzi. Służyli jakiemuś panu, który jak się dowiedziałem jest Qutrynem Macem - wiecznie żywym i nie ciekawym typkiem. Niektórzy składali mi propozycję dołączenia do ich szeregów, podbicia świata, zdobycia władzy i bogactwa, i takich tam. (Oczywiście nie zgadzałem się na coś takiego) A reszta taka jak wilkołak, wiedźma, wampir próbowali mnie zabić. Jednak mieli do czynienia ze sportowcem, który potrafi czarować.
Czarowanie nie jest właściwie trudne. U mnie zawsze polegało to na przypomnieniu tej... Dawnej Mowy i wypowiedzeniu odpowiednich słów. Nic nie jest jednak za darmo. Rzucanie zaklęć męczy. Za pierwszym razem gdy użyłem magii ledwo (trochę przesadzam. Trudniej.) dotarłem do domu.
Może powinienem wyjaśnić. Wszystkiego domyśliłem się w wieku dziesięciu lat. Wtedy po raz pierwszy użyłem nieznanego mi języka. W czasie lata zachciałem zjeść loda. Dla żartu powiedziałem: Fellonio fi gewa, jeczat. Co znaczy: Poproszę małego, mieszanego. Nieźle się zdziwiłem, gdy nagle okazało się że trzymam w ręce ,,zamówienie''. W tym samym czasie poczułem się zmęczony, ale udało mi się dojść (tak. Wiem. Uwielbiam przesadzać) do pokoju. Przespałem w łóżku pięć godzin!
Od tamtego czasu długo ćwiczyłem i teraz mam mniej ograniczeń. Brzmi ,,trochę'' dziwnie, ale cóż.

Właśnie pakowałem się.
Dlaczego? - Wyjeżdżam z dziewczynami do miasta Magia, o ile można to miejsce nazwać miastem.
Skąd ta nazwa? - Magowie są walnięci. Jak coś związane jest z magią to musi zawierać jej nazwę. (nie zdziwię się jak autobus, którym tam dojedziemy będzie nazywał się Magiczny autobus - zniżka dla magów.)
Po co? - Żeby poduczyć się i takich tam.
Co na to rodzice? - Myślą, że to obóz całowakacyjny (o ile takie słowo istnieje), a ja zapomniałem im powiedzieć, że zapisałem się na rezerwę.
Kiedy wyjazd? - Jak tylko skończę się pakować.
Uff... Wreszcie zapiąłem walizkę. Od tego układania zaczęły boleć mnie ręce. Zastanowiłem się czego mi brakuje i... Nic nie przyszło mi do głowy. Widocznie wszystko miałem. Sprawdziłem listę na której mama zapisała mi wszystkie najważniejsze rzeczy.
O zgrozo! Uświadomiłem sobie, że są tam tylko moje ubrania! A gdzie piłka! Mam ją samą zostawić! Cały czas w końcu jestem sportowcem, a sportowiec musi trenować. ( A tak przy okazji związałem się z moją piłką. Że tak powiem: ma Manitou*. Tak samo jak z rowerem, ale nie zabiorę go bo jak?)
Chwyciłem ją. Czerwona z żółtymi, błyszczącymi trójkątami. Jest z 2012. Pamiętna data, ale nasi piłkarze są do niczego. Tak przegrać... Przynajmniej Hiszpania wygrała w finale.
Wrzuciłem piłkę do plecaka, zakańczając rozmyślania o nodze. Po namyśle chwyciłem swój pierwszy medal. Brąz z przełajów. Nie wiem dlaczego, ale zawsze był dla mnie talizmanem. Zawiesiłem go na szyi i schowałem pod koszulkę.
Nic więcej nie potrzebowałem. Zarzuciłem plecak na ramię i chwyciłem walizkę. Na tyle ile mogłem starałem się nie wywalić ze schodów, zbiegając z nich. Na ostatnim zahaczyłem plecakiem o poręcz i prawie uderzyłem głową o ścianę. Następnie udało mi się wyrobić na zakręcie do korytarza.
Dlaczego biegłem? Lubię szybkość.
Pożegnałem się z mamą, która kazała mi się dobrze zachowywać i zacząłem biec w stronę przystanku. Gdyby nie walizka to byłby jeden z najlepszych biegów. Słońce świeciło, a lekki wiatr ścigał się zemną.
W końcu dobiegłem na przystanek. Dziewczyny już stały.
- Cześć - przywitałem się łapiąc oddech.
- Czemu biegłeś?- zapytały jednocześnie i się zaśmiały.
- Bo lubię, a co? Zakaz?
- Biegaj lepiej za piłką, a nie z walizką. Wiesz jak dziwnie to wyglądało? - zapytała Ola.
- Nie. A w tym mieście, które nie jest miastem, jest dużo miejsca? Wiecie... Mam przy sobie piłkę i kocham biegać.
Ola otworzyła szeroko oczy, a Kara chwyciła się za głowę.
- Matko święta... Dlaczego nie nauczyłam się rozmywania piłek. Przecież nie będziesz miał czasu na kopanie... Ola, powiedz mu coś. Może ciebie posłucha.
- Nie martw się. Perswazja to moja dobra strona. Patryk - zwróciła się do mnie. - Gdzie jedziemy?
- Do Magii.
- Po co?
- Ja akurat nie widzę w tym sens... Ał! To bolało! - Karolina kopnęła mnie z całej siły w kostkę.
- Osoby posiadające czołgowe i opancerzone buty, nie mogą atakować ludzi - spojrzałem na nią oskarżycielsko, a ona odpowiedziała spojrzeniem mówiącym ,,jestem niewinna'' i ,,sam się o to prosiłeś''.
- Czekam. Po co tam jedziesz? - Ola zapytała się po raz kolejny.
- Aby poduczyć się.
 - Czy to obóz sportowy lub jakaś kolonia?
Szczerze mówiąc korciło mnie, aby odpowiedzieć tak. Pamiętając jednak wciąż bolącą kostkę i koszmarne buty, które są wzmocnione blachą i gwoździami (nie żartuję) odpowiedziałem:
- Nie.
Ola się uśmiechnęła. Od razu było widać, że czekała na tą odpowiedź.
- Widzisz? Sam to powiedziałeś. Czy więc, jest sens zbieranie jakiegokolwiek sprzętu sportowego? Przecież będziesz się tam uczył.
Od rozpaczliwej sytuacji wybawił mnie autobus z napisem ,,Magiczny autobus. Expres dla magów.'' - Tak. Magowie zdecydowanie mają coś nie tego w głowie.
Szybko wskoczyłem do niego, a za mną dziewczyny.
Gdy tylko rozejrzałem się po wnętrzu stanąłem jak wryty. Ten pojazd mógł być sobie autobusem, ale tylko z zewnątrz. W środku był większy ze trzy razy. Zamiast foteli znajdowały się kanapy, regały z książkami, dwa telewizory i trzy komputery. Kierowca musiał mieć za sobą lata nauki, ponieważ na kierownicy  i obok niej wmontowane były przeróżne naciski, dźwigienki i pokrętła.
Oprócz naszej trójki w autobusie siedziało z dziesięć osób, z czego trzy przy jednym kompie. Za sobą usłyszałem śmiech.
- I co? Taki z ciebie sportowiec, tyle jeździsz autobusami na zawody, a nigdy nie widziałeś takiego samochodu? - Ola wyraźnie ze mnie drwiła, ale i ja znalazłem powód do śmiechu.
- A ty taka mądra? Na lekcjach się zgłaszasz, sprawdziany na szóstkę... I nie potrafisz odróżnić samochodu od autobusu? Chyba będę musiał porozmawiać z paroma osobami.
- A co to za różnica? Tylko nie graj tu w piłkę. Nie chcę mieć na głowie wybitej szyby.
- Lepiej siadajmy. Za chwilę ruszymy - powiedziała Karolina.
Ola od razu usiadła, a Kara dołączyła się do niej. Ja wybrałem inną kanapę stojącą tak, abym miał na widoku kierowcę. Chciałem zobaczyć jak można kierować takim autobusem.
Chwilę później czekał mnie kolejny szok. Autobus ruszył, ale nikt nim nie kierował! Kierownica i dźwignie same się poruszały! Od razu poinformowałem dziewczyny o moich obawach, ale te powiedziały, że autobus nie potrzebuje kierowcy.
Jechaliśmy już półtorej godziny, a ja zaczynałem się nudzić. Dlaczego dziewczyny nie są chłopakami? Nie interesowałem się komputerami i telewizorami, a na pewno nie rozmawianiem z dziewczynami. Pozostałe osoby, jako dorośli nie wchodzili w grę. Przypomniały mi się słowa taty. ,,Wiesz synku, co robili ludzie wiele lat temu gdy się nudzili? Gdy nic nie mogli robić? Szli spać.'' Posłuchałem rady i szybko usnąłem, ukołysany dźwiękiem silnika.
                                                                                       jatoaaa
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
* - Mówiąc, że przedmiot ma Manitou, podkreślamy jego wartość dla nas. Najczęściej takim przedmiotem jest coś, z czym mamy wiele wspomnień. Dla mnie Manitou ma mój rower. Jeżdżę na nim od dawna i miałam na nim 4 poważne wypadki. O pierwszym lubię opowiadać (nic dziwnego. Dzięki niemu dowiedziałam się, że potrafię zachować zimną krew itd. itp.) najważniejsze to dbanie aby rodzice się o nim nie dowiedzieli. o 2 nie chcę myśleć. Z 3 wyniosłam doświadczenie, a z Ok. nie będę o tym pisać. Sorki, ale ja już jestem taka gadatliwa :)
Mam nadzieje, że jakoś wytłumaczyłam te Manitou :)