wtorek, 24 grudnia 2013

Patryk

Rozdział 3
 Przydział i odkrycie pasji grania w horrorze.
Obudził mnie głośny krzyk.
- Wstawaj! No wstawaj, bo się spóźnimy! Wake up, jak po polsku nie rozumiesz! Bo wyrzucę ci tę twoją piłkę! No ja już więcej nie mogę... Kara, wymyśl coś. Nie chcę słuchać gadaniny Szanowskiego od początku roku.
To była Ola.
- Współczuję twojemu mężowi - odezwałem się. - Nie mogłaś mnie inaczej obudzić? Albo lepiej. Poczekać aż sam to zrobię. A kto to tak właściwie jest ten Szanowski?
- Faktycznie mogłam oblać cię wodą. A Szanowski to nauczyciel. Nie przepadam za nim, tak jak on za mną. Jak się spóźnię, będzie miał kolejny powód do ośmieszania mnie przy całej klasie.
Zacząłem mieć poważne obawy, czy przypadkiem nie będzie tu tak jak w szkole.
- A tak ogólnie... Jesteśmy już na miejscu?
 - Tak! A niby po co miałabym cię budzić? I to całe dwie minuty!
To zabrzmiało dość dziwnie, ale lubię mieć ostatnie słowo.
- Masz zegarek i liczysz? A może stoper?
Karolina niewytrzymała i parsknęła śmiechem. Zresztą ja się do niej przyłączyłem. Ola wzniosła oczy do góry i próbowała zachować kamienną twarz, ale jak wiadomo, śmiech jest zaraźliwy.
- Chodź żartownisiu, bo spóźnimy się na Przydział.
Oczywiście. Zawsze muszę dowiadywać się o wszystkim na końcu.
- Co to jest ten Przydział?
- Nic ważnego - odezwała się Kara. - To tylko przydzielanie do pokoi tych, którzy są tu pierwszy raz.
- Dla nas faktycznie nie jest ważny, ale jak ty się spóźnisz, czeka cię bieganie od jednego pokoju do drugiego - sprostowała Ola.
Szybko zarzuciłem sobie plecak na ramię i wziąłem w rękę walizkę.
Gdy wyszedłem, zobaczyłem, że nazwanie tego miejsca miastem, jest bardzo naciągane.
Całość składała się z pięciu sporych budynków. Przypominały bloki, ale różniły się długością. Trzy były długie jak ulica, a dwa pozostałe miały ledwo dziesięć metrów. Wszystkie były wysokie. Każdy z nich był innego koloru. Niebieskiego, zielonego, żółtego, czerwonego i fioletowego. Wszystkie twożyły koło, a w środku niego znajdował się placyk z drewnianą sceną. Za budynkami znajdował się las i wydało mi się, że jedyną drogą do jakiegoś miasta jest asfaltówka.
- Słuchaj Patryk - zwróciła się do mnie Kara. - Ja z Olą idziemy do naszego pokoju. Ty poczekaj przy scenie.
- Dobra.
Stanąłem przy podeście. Wielu ludzi w różnym wieku przechodziło obok mnie, kierując się do budynków. Jednym słowem, nuda. Postanowiłem wyjąć piłkę ( dobrze, że ją zabrałem) i trochę pokopać. Ja do sceny, scena do mnie. Wreszcie czułem, że żyję.
Kątem oka zauważyłem, że kilkanaście osób stało i patrzyło się na mnie. Właśnie miałem zatrzymać piłkę, gdy zamieniła się w kota. Niechcący. Naprawdę niechcący, nadepnąłem na niego. Następnie wydarzyło się piekło, a przynajmniej dla mnie, bo inni się śmiali.
Kot zmienił się w dwa koty, które biegały mi między nogami. W głowie usłyszałem złośliwy głos kapitana z przeciwnej drużyny ,,Tańcz Pati, tańcz''. Udało mi się utrzymać na nogach tylko przez piętnaście sekund. Później wywaliłem się na ziemię.
- Dość! - ktoś krzyknął. - Empiro de nais.
Jeden kot zamienił się z powrotem w piłkę, ale drugi cały czas siedział. Szybko się podniosłem. Właścicielem głosu był niski staruszek.
- Wiem, że jesteście dziećmi, ale nie spodziewałem się po was czegoś takiego. A ty chłopcze, jeśli coś zbijesz...
- Spokojnie prze pana - powiedziałem. - Nie kopię piłki po raz pierwszy.
- Każdemu może zdarzyć się wypadek. Aha, ten kot jest twój.
- Co?!
- Jeśli chcesz mogę komuś kazać go utopić, bo-
- Nie! Zgadzam się.
Jeszcze czego! Koty by topili. Takich to sam mam ochotę potopić, żeby zobaczyli jak to fajnie.
- Jak go nazwiesz?
Spojrzałem na niego. Był cały czarny. Nic nie przychodziło mi do głowy.
- Niech będzie... będzie... Eee... Kot.
Wiedziałem, ze palnąłem głupotę, ale nie potrafiłem temu zaradzić. Staruszek pokiwał zadowolony głową.
-  Przyda wam się jeszcze moc porozumienia. Telenos dati.
Następnie wszedł na scenę i zaczął mówić.
- Nie będę zanudzał tych, którzy przyszli tu z własnej woli. Dołączyło do nas pięciu nowych magów. Zapraszam po kolei na scenę. Mariola Dąbrowska! Ewelina Dąbrowska! Henryk Deszczkiewicz! Dariusz Szyborski! Patryk Piłoski!
Wszedłem na scenę i stanąłem obok reszty.
Mariola i Ewelina były bliźniaczkami. Miały długie, brązowe włosy i blade twarze. Henryk zaliczał się do grupy kujonów. Czarne włosy, koszula w kratę i okulary. Darek był wysokim brunetem. Miał bardzo długie nogi.
- Jestem dyrektorem tej szkoły i tak dalej. Nie mam zamiaru was przynudzać. Bliźniaczki, dojdziecie do Michaliny. Pokój dwunasty w zielonym budynku. Drugie piętro. Henryk, dojdziesz do Zbyszka i Maćka. Pokój piąty, zielony budynek. Pierwsze piętro. Dariusz i Patryk, będziecie w pokoju siódmym. Niebieski budynek i pierwsze piętro. Plany lekcji są wywieszone w pokojach. Stołówka jest w żółtym budynku. Lekcje odbywają się w czerwonym. W nim jest też biblioteka i takie tam. Do fioletowego nie wolno wchodzić. To wszystko. Macie jakieś pytania?
Pokręciliśmy głowami.
- No to idźcie się rozpakować.
Zeskoczyłem ze sceny i chwyciłem walizkę z plecakiem. Ruszyłem w stronę niebieskiego budynku. Przyłączył się do mnie Darek.
- Hej! FC Barcelona czy Real Madryt?
Od razu mi się spodobał.
- Madryt. A ty?
- Też.
- Jak dobrze, że nie jesteśmy w przeciwnych.
- Wolę nie myśleć co by się stało.
- Ale w wyobraźni wygląda dość śmiesznie.
- Z tym mogę się zgodzić.
~ A mnie nikt nie zapyta o zdanie? - odezwał się jakiś głos.
Rozejrzałem się.
- Coś się stało? - zapytał Darek.
- Wydawało mi się, ze ktoś coś mówił.
- Nic nie słyszałem.
~ Musisz mnie ignorować?
- Znowu coś słyszałem.
- Hmm... - Darek się zamyślił. Spojrzał na kota. - Kocie, to ty?
~ Chociaż jedna osoba.
- On gada?! - zapytałem.
- Ja go nie słyszę. Pewnie o to chodziło temu dyrektorowi, gdy rzucał zaklęcie.
- Czyli mam gadającego kota? Lepiej być nie mogło.
~ Jestem mądrzejszy niż psy, a wracając do tematu, ja wolę Barcelonę.
- Co on mówi? - zapytał się Darek.
- To, że on jest za Barceloną.
- Jak myślisz, parapet czy przy drzwiach?
Od razu zrozumiałem.
- Lepiej na parapecie. Za drzwiami ktoś zobaczy i będą kłopoty.
- Ok.
~ O co chodzi?
Postanowiłem nie odpowiadać.
Muszę powiedzieć, że gdy wszedłem do środka budynku, rozczarowałem się. Spodziewałem się... Bo ja wiem? Ale na pewno nie myślałem, że korytarze będą takie jak w zwykłym hotelu. Niebieskie ściany, gdzieniegdzie obwieszone zdjęciami lub ogłoszeniami.
Pokój, w którym miałem spędzić część swojego życia, też się nie wyróżniał. Dwa łóżka, jedna wielka szafa, stół bez krzeseł i telewizor.
- Które wolisz? - zapytałem się Darka.
~ Ja te z widokiem na telewizję.
- Nie ciebie pytałem.
- Rozmowa z kotem? - domyślił się Darek. - Muszę kogoś poprosić o rzucenie zaklęcia.
- Chcesz go słuchać? A proszę bardzo. Telenos dati - powtórzyłem zaklęcie, którym posłużył się dyrektor.
~ Słyszysz mnie?
Darek popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Nie wiedziałem, że umiesz czarować.
- To teraz już wiesz, a wracając do pytania o łóżko. Namyśliłeś się?
- Ty pierwszy wybieraj. Mi to obojętne.
- Mi też.
- Wybieraj.
- Po prostu wyliczę - i zacząłem wyliczankę. W końcu okazało się, że zajmę łóżko przy ścianie, a Darek to, które chciał kot.
Gdy rozpakowaliśmy się Darek złożył mi propozycję zwiedzenia lasu. Od razu się zgodziłem. Wchodząc do lasu, przez chwilę zastanowiłem się czy to na pewno bezpieczne. Upewniłem się myślą, że gdyby było niebezpiecznie to nikt by tu nie budował szkoły.
Przeszliśmy sporą część trasy gadając o ulubionych piłkarzach. Rozmawialiśmy w najlepsze, gdy usłyszałem, a właściwie nie usłyszałem, ptasiego śpiewu. Cały czas śpiewały ptaki, a teraz umilkły.
Dałem znak Darkowi, żeby się zatrzymał. Od razu zrozumiał. Odwróciliśmy się plecami do siebie. W powietrzu wyraźnie było czuć napięcie. Nagle Darek wrzasnął. Gwałtownie się odwróciłem i sam krzyknąłem.
Kiedyś na spotkaniu klasowym oglądałem jakiś horror, w którym baba wyłazi z telewizora. ( Kiedy wróciłem do domu przez ponad tydzień miałem koszmary) Dziewczyna, która szła przed nami wyglądała podobnie. Tyle że bardziej przekonująco. Jedyną różnicą był struj. Czerwona bluzka i spodnie. Najgorsze było jednak to, że chodziła o wiele szybciej niż ta z filmu i miała wyciągnięte ręce, z których kapała krew, w naszą stronę. To wystarczyło, żeby uciec.
Gdy się odwróciłem zobaczyłem, że dziewczyna biegnie za nami. Przyśpieszyłem.
Nieoczekiwanie przed nami pojawił się chłopak. Wyglądał i zachowywał się tak jak dziewczyna. Różnił się jednak długością włosów. To było bardziej przerażające, ponieważ nie miał twarzy. W sensie, że nie miał oczu, nosa i ust.
- Na drzewo! - krzyknąłem pewien, że będzie nam się łatwiej obronić.
Darek wspiął się bardzo szybko, a ja za nim. Po chwili siedzieliśmy wysoko na drzewie. Po chwili zobaczyłem jeszcze z pięć horrorystycznych postaci. Żadna się nie wdrapywała. Wszystkie otoczyły pień i zaczęły śpiewać.
- Znasz ten horror? - zapytał mnie Darek.
- Bardzo dobrze. Na dodatek ten tutaj jest prawdziwy i chyba nie chcę zakończenia.
- Skaczemy?
- Na dół?! Zwariowałeś?
- Na inne drzewo. Potem na kolejne i tak dalej.
- Wolę uciekać niż siedzieć i czekać na zakończenie piosenki.
- Ja też.
Szybko przemieszczaliśmy się z drzewa na drzewo, a ja cieszyłem się, że nie ma tu żadnej dziewczyny. Nie muszę pisać dlaczego. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że skakanie z jednego drzewa na drugie jest bardzo męczące.
- Skacz dalej. Ja nie mogę - odezwał się Darek.
- Ja też.
Znowu zostaliśmy okrążeni.
- Czy przypadkiem nie jest ich więcej? - zapytałem i od razu pożałowałem. Mieliśmy już na karku dwudziestu ludzi z telewizora.
- Jest ich coraz więcej. Masz scyzoryk? - zapytał Darek, wyjmując swój.
Skinąłem głową i zabraliśmy się do piłowania jednej z gałęzi. Nagle drzewo, na którym siedzieliśmy zakołysało się i zaczęło przewracać się do przodu.
- Skacz! - krzyknąłem i sam skoczyłem na gałąź sąsiedniego drzewa. Chwyciłem się jej rękoma i podciągnąłem. Na sąsiednim drzewie siedział Darek.
- Co jest?! Chcą nas zwalić razem z drzewem?!
- A skąd ja mam to wiedzieć?! To tacy sami psychopaci jak ta dziewczyna z telewizora. Może to jej krewni?! - krzyknąłem ze strachem.
- I co?! Przyszli nas zabić po roku?!
- Nie wiem, ale przecież widzisz podobieństwo!
- Co teraz? Nie będziemy wiecznie skakać z drzewa na drzewo. Właśnie! Jak  umrzemy to pamiętaj, że to był twój pomysł.
- jak byśmy biegli to by nas otoczyli.
- Skąd wiesz?
- Nie wiem! Słuchaj Patryk. Byłeś wspaniałym przyjacielem. Przez godzinkę, ale byłeś. Szkoda, że umrzemy  po poznaniu się, ale widać los tak chciał.
- Błagam cię! Nie gadaj, bo na prawdę umrzemy!
Nagle usłyszeliśmy czyiś głos.
- Tam są! Trzymajcie się chłopaki! Grupa A na prawo! B na lewo! Moi przodem!
Osoby z telewizora rozdzieliły się. Część pobiegła na prawo, a część na lewo. Pozostali rzucili się na ostatnią grupę. Zobaczyłem niebieskie i zielone promienie, które latały w powietrzu i trafiały w ludzi z horroru. Ci rozsypywali się w czarny pył. Usłyszałem też kilka ludzkich krzyków. Jednak zanim zdążyłem się otrząsnąć i zejść z drzewa, aby jakoś pomóc, walka się skończyła.
Pierwszą osobą, która wyłoniła się z krzaków była Ola. Nie przeszkodziło mi to jednak i z radości uściskałem ją z całych sił. Po chwili odsunąłem się zmieszany. Zobaczyłem, że z pomiędzy drzew wyszła jeszcze Karolina, a za nią jeszcze jakiś chłopak z krwawiącym policzkiem.
- Myślałem, że umrzemy - powiedział Darek.
- Nie pytajcie co on paplał gdy siedzieliśmy na drzewach - dodałem.
- Myślałem, że umrzemy!
- Ja też!
- Lepiej się obaj zamknijcie i cieszcie się, że zdążyliśmy! - krzyknęła Ola.
- A co niby robimy? To jest nasza radość - odpowiedziałem.
- Z tym się mogę zgodzić. Najlepsza radość po śmiertelnym zagrożeniu to mówienie o śmierci - powiedział Darek.
- Zamknij się! - krzyknęły dziewczyny.
- Lepiej pomóżmy pozostałej szóstce - odezwał się milczący dotąd chłopak. -  Dwoje z nich są dopiero na drugim stopniu i z pewnością odnieśli rany. Potem pogadacie.
Pokiwaliśmy głowami i ja z Darkiem skierowaliśmy się na prawo, a oni na lewo. Nie mogłem się już doczekać odpowiedzi na wiele pytań, które po stresie pojawiły się w mojej głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz