Rozdział 1
Spotkałam dziecko magii!
Szłam sobie spokojnie ulicą, gadając z moją przyjaciółką. Nazywa się Karolina Dec i ma czternaście lat. Jest wysoka. Posiada piękne, długie, kręcone, czarne włosy. Jej oczy są niebieskie, a twarz jak z obrazka. Trenuje piłkę nożną. Jest magiem. Współczuję jej, bo żeby cokolwiek zrobić musi się nauczyć zaklęcia, a na dodatek potrzebuje źródła siły czyli różdżki.
Wreszcie zobaczyłam cel naszej podróży. Sklep z ubraniami Roberta Adamskiego. Mimo że są tu praktycznie najlepsze ciuchy po normalnych cenach rzadko jest odwiedzany. Możliwe że to z powodu złudnych rozmiarów. Patrząc z zewnątrz wydaje się bardzo mały, jednak kiedy się wejdzie... Co najmniej dziesięć razy większy.
Zaczęłyśmy oglądać ubrania. Ja znalazłam dla siebie bluzkę z krótkim rękawkiem w kolorach tęczy. Leżała na mnie idealnie. Kara wypatrzyła śliczną błękitną sukienkę do kolan. Na ramiączkach była posrebrzona, a w tali obwiązana czarnym paskiem ze srebrną zapinką. Zakręciła się w kółko.
- Jak wyglądam? Czy lepiej żebym przymierzyła tą ciemniejszą?
- Wyglądasz cudownie! Normalnie jakby czekała tutaj specjalnie na ciebie - odparłam.- A moja bluzka?
Jest świetna! Właśnie. Przymierz sobie taką sukienkę. Są jeszcze inne kolory. Będzie na ciebie pasować.
- Nie... Wiesz przecież, ze nie noszę niczego innego niż spodnie. Gdzieś tu widziałam takie krótkie...
- Jesteś dziewczyną! Powinnaś chociaż raz założyć spódniczkę!
- Miałam na balu szóstoklasistów. Zaledwie tydzień temu. I dziwię się jak można nosić z własnej woli kiecki.
- Dobra chłopczyco. Koniec dyskusji. Ale gdybyś rzadziej nosiła spodnie to inaczej byś się czuła. Szukasz jeszcze te krótkie?
Skinęłam głową. Karolina na szczęście zażegnała konflikt. Nie lubię kłótni na ten temat. Ja przy swoim inni przy swoim i nie możemy pójść na kompromis. Nawet mama próbowała mnie kiedyś zaczarować! Przecież w noszeniu spodni są same plusy. Eh... tragedia z tym.
Po krótkim buszowaniu wreszcie znalazłam spodenki. Wybrałam granatowe. Właśnie miałyśmy ruszać do kasy, gdy usłyszałyśmy krzyk sprzedawcy, a następnie łoskot. Spojrzałyśmy po sobie przerażone. Kara wyciągnęła różdżkę. Pobiegłyśmy w stronę hałasu, aż nagle ni stąd ni zowąd na Karoliną wpadł jakiś mężczyzna. Przewrócili się. Facet poderwał się pierwszy. Odsunął się od nas prędko i wyciągnął z pochwy sztylet. Zanim zdążyłam zareagować rzucił go we mnie. W ostatniej chwili odskoczyłam. Wariat się nami nie przejmował. Odwrócił się i zaczął biec między stojakami. Osłupiałam.
- Co to miało znaczyć? - zapytała mnie Kara.
Nadal w szoku udało mi się wzruszyć ramionami. Ktoś kto uciekł z psychiatryka rzucił we mnie nożem! Mam pecha, ale to lekka przesada, no nie? Dopiero po dłuższej chwili oprzytomniałam. Ruszyłyśmy tym razem wolniej i ostrożniej. W końcu kolejne spotkanie z Panem X, jak go nazwałam co oznacza niewiadomą, na pewno nie byłoby lepsze. Z prawej strony dobiegły nas dwa głosy. Pierwszy zapewne należał do Pana X. Drugi brzmiał młodo.
- Mam cię! Posłuchasz wreszcie mojej oferty?!
- Zazwyczaj ludzie nie próbują mnie zabić, a następnie oferować jakiś głupot! - ten głos wydał mi się znajomy.
- Nie jestem człowiekiem!
- A co to za różnica u licha! Daj mi święty spokój!
Szybko skierowałyśmy się w ich stronę. Wreszcie dobiegłyśmy. Zobaczyłam mojego niedoszłego zabójcę i... Znajomego z równoległej klasy. Dosłownie mnie zatkało.
Patryk chodził do szóstej c. Jest blondynem o lekko fioletowych oczach. Nie żartuję. Zdobył mnóstwo medali i pucharów w zawodach sportowych.
Zdziwiło mnie też to, że Patryk stał w koncie i nie walczył.
- Siema dziewczyny! Jak leci? - oczywiście. Nigdy nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.
Pan X się odwrócił.
- A więc dziewuszki postanowiły się wtrącić... I co teraz zrobicie? Jedna zakopie mnie pod ziemią, a druga wyczaruje kwiatki? - wyraźnie drwił z nas. Zdenerwowałam się, ale w sklepie nie było żadnej rośliny, a ziemia przykryta sporą warstwą betonu. Miał szczęście.
- Kim jesteś? - spytała Karolina.
- To przechodzi wasze wyobrażenie... Jestem pół magiem-pół wampirem. Tak, widzę wasze miny. Nic o tym nie wiecie. Jak wampir może być magiem? Biedaczki... Qutryn Mac...
- Stop, stop, stop - przerwał mu Patryk. - Jak ten gościu się nazywa?
- To pan nie gościu! - warknął Pan X. - I nazywa się Qutryn Mac!
I stało się coś czego nasza trójka nie przewidziała. Patryk zaczął się śmiać. Wraz z wiekiem, coraz częściej dopada go głupawka. Wystarczy jeden powód.
- Qutryn Mac? Rozumiem, że niektórzy mają na nazwisko King co znaczy Król więc Władce zrozumiem, ale imię? Ten twój pan nazywa się Okrutny. Jakie to zdrobnienie? Okru? Już wiem! Okruch! Człowieku... Z kim się zadajesz?
- Mój pan ma na imię Qutryn!
- Co znaczy okrutny. To nie moja wina, że taki język? Jakie macie jeszcze imiona, bo czuję że z powrotem poważnieję?
- Właściwie to on jest okrótny - wtrąciłam.
- Jezu! Czemu ja w ogóle z wami gadam? Wy dziewczyny się wynoście, a ty chłopcze posłuchaj co mam do powiedzenia albo giń!
Nie dobrze. Nie dość, że moje zaklęcie nie zrobiło tego co powinno to teraz przepadło.
Spróbuj czegoś jeszcze.
Porozumiałyśmy się w myślach. To całkiem przydatna rzecz.
Teraz miałyśmy spory orzech do zgryzienia. Wampiry najłatwiej przegnać światłem. Srebro je rani, a nawet zabija. Lecz pół wampir-pół człowieka, który w dodatku jest magiem... Tylko jak do tego doszło? Czy sługus Qutryna został umyślnie lub przypadkowo ugryziony przez wampira? Czy może to zaklęcie?
Nagle Pan X wyjął różdżkę, która przemieniła się w miecz.
- Świat będzie lepszym miejscem, jeśli zginą dwie uczennice. Zostałyście, to poznajcie konsekwencje.
Ruszył do ataku. Ja uskoczyłam w bok chwytając parę ubrań z wieszaków i cisnęłam nimi w Pana X. On jednak błyskawicznie uskoczył. No tak. Wampiry są zawrotnie szybkie. Karolina rozpaczliwie odparowywała ciosy swoim mieczem, wykrzykując co chwilę zaklęcia. W moim umyśle pojawiło się pytanie. Skoro zamieniła różdżkę w miecz, to czy może czarować?
Pół wampir jednym ruchem wytrącił jej miecz. Myślałam, ze to już koniec. Czułam się jakbym oglądała film w przyśpieszonym tempie. NA szczęście był z nami ktoś kto umie zachować zimną krew i spokojny umysł. Patryk coś wymyślił. Jedno zdanie.
- Wijon wapi no sione bollen!
Pan X krzyknął, a następnie rozpłynął się w powietrzu. Zniknął.
Staliśmy tam jakiś czas patrząc na siebie.W końcu odezwałam się.
- Patryk. Co wiesz o magii i kto to był?
- Kolejny z tych wariatów co chcą mi złożyć propozycję lub usunąć z tego świata. Co do magii... Teoria zero, praktyka dziewięćdziesiąt dziewięć na sto. A wy? Kim jesteście tak naprawdę?
- Magami. Karolina jest normalnym magiem. Wiesz... Różdżka i takie tam. Ja za to jestem magiem żywiołów. W skrócie żywiołowa. Choć raczej powinniśmy nazywać się magami żywiołu, ponieważ każdy z nas ma władzę tylko nad jednym. Ja władam ziemią.
- Co z sprzedawcą? - nagle odezwała się Kara.
- Spoko, żyje. Jest nieprzytomny. Nie będzie nic pamiętał - odpowiedział Patryk.
- Skąd wiesz? - spytała.
- Bo byłem przy tym jak był ogłuszany. Pomyśli, że mu się coś przyśniło.
- Powiedz mi tylko co to za zaklęcie, które mówiłeś? Skąd je znasz? Kto cię nauczył?- Karolina koniecznie chciała się dowiedzieć.
- Pohamuj się dziewczyno! Czuję się jak w sądzie! Co? Gdzie? Kiedy? Więcej nie będę odpowiadać. To kazało gościowi znikać i to dosłownie. Było widać.Nikt mnie nie nauczył. Zaklęcie należy do interesującego języka, dlatego że nie ma go na świecie. To dziwne nie? Język, który nie jest znany. A umiem go odkąd pamiętam. Koniec. Wytłumaczyłem wszystko. A nawet jeśli nie to mnie to nie obchodzi - założył ręce na piersi.
Po tym tłumaczeniu spojrzałam na moją przyjaciółkę. Musiałam się upewnić, że to o czym myślałam to brednie.
- W tym zaklęciu czułam moc. A te słowa, które istnieją choć nikt ich nie zna... To musi być zaginiony język.
Moje obawy się potwierdziły. Kara też rozumiała.
- Zaginiony język jest Zapomnianą Mową - wykrztusiłam.
- A Zapomnianą Mowę zawsze umiało każde...
Cały czas byłyśmy zszokowane. Nawet Patryk, który nic nie rozumiał był poważny. W końcu się otrząsnęłam. Zalało mnie mnóstwo różnych uczuć. Wróżba rozpoczęła swój bieg. Od dziś wszystko tanie się inne.
- Dziecko magii - dokończyłam
Ala.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie wrzuciłam. Mam jednak usprawiedliwienie.
1. Sprawdzian za sprawdzianem.
2. Nie wiedziałam, że przepisywanie z zeszytu na kompa może tak się ciągnąć.
3. Jestem adminką i muszę brać czynny udział na stronkach.
I stop.
Komentujcie. Dzięki temu będę wiedziała co mam doszlifować. Dopiero zaczynam więc rady bardzo mi się przydadzą.
Rozdział wyszedł jaki wyszedł. Dobra! Nie będę dalej gadać (pisać). Są ciekawsze rzeczy od tego.
Wreszcie zobaczyłam cel naszej podróży. Sklep z ubraniami Roberta Adamskiego. Mimo że są tu praktycznie najlepsze ciuchy po normalnych cenach rzadko jest odwiedzany. Możliwe że to z powodu złudnych rozmiarów. Patrząc z zewnątrz wydaje się bardzo mały, jednak kiedy się wejdzie... Co najmniej dziesięć razy większy.
Zaczęłyśmy oglądać ubrania. Ja znalazłam dla siebie bluzkę z krótkim rękawkiem w kolorach tęczy. Leżała na mnie idealnie. Kara wypatrzyła śliczną błękitną sukienkę do kolan. Na ramiączkach była posrebrzona, a w tali obwiązana czarnym paskiem ze srebrną zapinką. Zakręciła się w kółko.
- Jak wyglądam? Czy lepiej żebym przymierzyła tą ciemniejszą?
- Wyglądasz cudownie! Normalnie jakby czekała tutaj specjalnie na ciebie - odparłam.- A moja bluzka?
Jest świetna! Właśnie. Przymierz sobie taką sukienkę. Są jeszcze inne kolory. Będzie na ciebie pasować.
- Nie... Wiesz przecież, ze nie noszę niczego innego niż spodnie. Gdzieś tu widziałam takie krótkie...
- Jesteś dziewczyną! Powinnaś chociaż raz założyć spódniczkę!
- Miałam na balu szóstoklasistów. Zaledwie tydzień temu. I dziwię się jak można nosić z własnej woli kiecki.
- Dobra chłopczyco. Koniec dyskusji. Ale gdybyś rzadziej nosiła spodnie to inaczej byś się czuła. Szukasz jeszcze te krótkie?
Skinęłam głową. Karolina na szczęście zażegnała konflikt. Nie lubię kłótni na ten temat. Ja przy swoim inni przy swoim i nie możemy pójść na kompromis. Nawet mama próbowała mnie kiedyś zaczarować! Przecież w noszeniu spodni są same plusy. Eh... tragedia z tym.
Po krótkim buszowaniu wreszcie znalazłam spodenki. Wybrałam granatowe. Właśnie miałyśmy ruszać do kasy, gdy usłyszałyśmy krzyk sprzedawcy, a następnie łoskot. Spojrzałyśmy po sobie przerażone. Kara wyciągnęła różdżkę. Pobiegłyśmy w stronę hałasu, aż nagle ni stąd ni zowąd na Karoliną wpadł jakiś mężczyzna. Przewrócili się. Facet poderwał się pierwszy. Odsunął się od nas prędko i wyciągnął z pochwy sztylet. Zanim zdążyłam zareagować rzucił go we mnie. W ostatniej chwili odskoczyłam. Wariat się nami nie przejmował. Odwrócił się i zaczął biec między stojakami. Osłupiałam.
- Co to miało znaczyć? - zapytała mnie Kara.
Nadal w szoku udało mi się wzruszyć ramionami. Ktoś kto uciekł z psychiatryka rzucił we mnie nożem! Mam pecha, ale to lekka przesada, no nie? Dopiero po dłuższej chwili oprzytomniałam. Ruszyłyśmy tym razem wolniej i ostrożniej. W końcu kolejne spotkanie z Panem X, jak go nazwałam co oznacza niewiadomą, na pewno nie byłoby lepsze. Z prawej strony dobiegły nas dwa głosy. Pierwszy zapewne należał do Pana X. Drugi brzmiał młodo.
- Mam cię! Posłuchasz wreszcie mojej oferty?!
- Zazwyczaj ludzie nie próbują mnie zabić, a następnie oferować jakiś głupot! - ten głos wydał mi się znajomy.
- Nie jestem człowiekiem!
- A co to za różnica u licha! Daj mi święty spokój!
Szybko skierowałyśmy się w ich stronę. Wreszcie dobiegłyśmy. Zobaczyłam mojego niedoszłego zabójcę i... Znajomego z równoległej klasy. Dosłownie mnie zatkało.
Patryk chodził do szóstej c. Jest blondynem o lekko fioletowych oczach. Nie żartuję. Zdobył mnóstwo medali i pucharów w zawodach sportowych.
Zdziwiło mnie też to, że Patryk stał w koncie i nie walczył.
- Siema dziewczyny! Jak leci? - oczywiście. Nigdy nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji.
Pan X się odwrócił.
- A więc dziewuszki postanowiły się wtrącić... I co teraz zrobicie? Jedna zakopie mnie pod ziemią, a druga wyczaruje kwiatki? - wyraźnie drwił z nas. Zdenerwowałam się, ale w sklepie nie było żadnej rośliny, a ziemia przykryta sporą warstwą betonu. Miał szczęście.
- Kim jesteś? - spytała Karolina.
- To przechodzi wasze wyobrażenie... Jestem pół magiem-pół wampirem. Tak, widzę wasze miny. Nic o tym nie wiecie. Jak wampir może być magiem? Biedaczki... Qutryn Mac...
- Stop, stop, stop - przerwał mu Patryk. - Jak ten gościu się nazywa?
- To pan nie gościu! - warknął Pan X. - I nazywa się Qutryn Mac!
I stało się coś czego nasza trójka nie przewidziała. Patryk zaczął się śmiać. Wraz z wiekiem, coraz częściej dopada go głupawka. Wystarczy jeden powód.
- Qutryn Mac? Rozumiem, że niektórzy mają na nazwisko King co znaczy Król więc Władce zrozumiem, ale imię? Ten twój pan nazywa się Okrutny. Jakie to zdrobnienie? Okru? Już wiem! Okruch! Człowieku... Z kim się zadajesz?
- Mój pan ma na imię Qutryn!
- Co znaczy okrutny. To nie moja wina, że taki język? Jakie macie jeszcze imiona, bo czuję że z powrotem poważnieję?
- Właściwie to on jest okrótny - wtrąciłam.
- Jezu! Czemu ja w ogóle z wami gadam? Wy dziewczyny się wynoście, a ty chłopcze posłuchaj co mam do powiedzenia albo giń!
Nie dobrze. Nie dość, że moje zaklęcie nie zrobiło tego co powinno to teraz przepadło.
Spróbuj czegoś jeszcze.
Porozumiałyśmy się w myślach. To całkiem przydatna rzecz.
Teraz miałyśmy spory orzech do zgryzienia. Wampiry najłatwiej przegnać światłem. Srebro je rani, a nawet zabija. Lecz pół wampir-pół człowieka, który w dodatku jest magiem... Tylko jak do tego doszło? Czy sługus Qutryna został umyślnie lub przypadkowo ugryziony przez wampira? Czy może to zaklęcie?
Nagle Pan X wyjął różdżkę, która przemieniła się w miecz.
- Świat będzie lepszym miejscem, jeśli zginą dwie uczennice. Zostałyście, to poznajcie konsekwencje.
Ruszył do ataku. Ja uskoczyłam w bok chwytając parę ubrań z wieszaków i cisnęłam nimi w Pana X. On jednak błyskawicznie uskoczył. No tak. Wampiry są zawrotnie szybkie. Karolina rozpaczliwie odparowywała ciosy swoim mieczem, wykrzykując co chwilę zaklęcia. W moim umyśle pojawiło się pytanie. Skoro zamieniła różdżkę w miecz, to czy może czarować?
Pół wampir jednym ruchem wytrącił jej miecz. Myślałam, ze to już koniec. Czułam się jakbym oglądała film w przyśpieszonym tempie. NA szczęście był z nami ktoś kto umie zachować zimną krew i spokojny umysł. Patryk coś wymyślił. Jedno zdanie.
- Wijon wapi no sione bollen!
Pan X krzyknął, a następnie rozpłynął się w powietrzu. Zniknął.
Staliśmy tam jakiś czas patrząc na siebie.W końcu odezwałam się.
- Patryk. Co wiesz o magii i kto to był?
- Kolejny z tych wariatów co chcą mi złożyć propozycję lub usunąć z tego świata. Co do magii... Teoria zero, praktyka dziewięćdziesiąt dziewięć na sto. A wy? Kim jesteście tak naprawdę?
- Magami. Karolina jest normalnym magiem. Wiesz... Różdżka i takie tam. Ja za to jestem magiem żywiołów. W skrócie żywiołowa. Choć raczej powinniśmy nazywać się magami żywiołu, ponieważ każdy z nas ma władzę tylko nad jednym. Ja władam ziemią.
- Co z sprzedawcą? - nagle odezwała się Kara.
- Spoko, żyje. Jest nieprzytomny. Nie będzie nic pamiętał - odpowiedział Patryk.
- Skąd wiesz? - spytała.
- Bo byłem przy tym jak był ogłuszany. Pomyśli, że mu się coś przyśniło.
- Powiedz mi tylko co to za zaklęcie, które mówiłeś? Skąd je znasz? Kto cię nauczył?- Karolina koniecznie chciała się dowiedzieć.
- Pohamuj się dziewczyno! Czuję się jak w sądzie! Co? Gdzie? Kiedy? Więcej nie będę odpowiadać. To kazało gościowi znikać i to dosłownie. Było widać.Nikt mnie nie nauczył. Zaklęcie należy do interesującego języka, dlatego że nie ma go na świecie. To dziwne nie? Język, który nie jest znany. A umiem go odkąd pamiętam. Koniec. Wytłumaczyłem wszystko. A nawet jeśli nie to mnie to nie obchodzi - założył ręce na piersi.
Po tym tłumaczeniu spojrzałam na moją przyjaciółkę. Musiałam się upewnić, że to o czym myślałam to brednie.
- W tym zaklęciu czułam moc. A te słowa, które istnieją choć nikt ich nie zna... To musi być zaginiony język.
Moje obawy się potwierdziły. Kara też rozumiała.
- Zaginiony język jest Zapomnianą Mową - wykrztusiłam.
- A Zapomnianą Mowę zawsze umiało każde...
Cały czas byłyśmy zszokowane. Nawet Patryk, który nic nie rozumiał był poważny. W końcu się otrząsnęłam. Zalało mnie mnóstwo różnych uczuć. Wróżba rozpoczęła swój bieg. Od dziś wszystko tanie się inne.
- Dziecko magii - dokończyłam
Ala.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wreszcie wrzuciłam. Mam jednak usprawiedliwienie.
1. Sprawdzian za sprawdzianem.
2. Nie wiedziałam, że przepisywanie z zeszytu na kompa może tak się ciągnąć.
3. Jestem adminką i muszę brać czynny udział na stronkach.
I stop.
Komentujcie. Dzięki temu będę wiedziała co mam doszlifować. Dopiero zaczynam więc rady bardzo mi się przydadzą.
Rozdział wyszedł jaki wyszedł. Dobra! Nie będę dalej gadać (pisać). Są ciekawsze rzeczy od tego.
Trochę mi nie pasuje, że ktoś próbuje zabić główną bohaterkę, a ona wzrusza ramionami. Normalny człowiek wpadłby w szok! I kto to w ogóle jest Pan X? Nic dokładnie nie wiadomo. Odkładam ten temat na później, ponieważ możliwe, że to jest zamierzone, więc chodźmy dalej:
OdpowiedzUsuńPowinno być o wiele więcej opisów i mniej dialogów. To jest TYLKO i WYŁĄCZNIE moja opinia. Nie jestem też ekspertem, ale napisałam bloga, miałam na nim dużo komentarzy i wiem czego chce czytelnik. Chce dużo opisów, zatajonych tajemnic i ciekawej, wciągającej fabuły. On chce wiedzieć jak autor sobie coś wyobraża i oczekuje, że autor mu to dokładnie opisze.
Mam nadzieję, że trochę pomogłam, ale jak napisałam wcześniej: nie jestem ekspertem.
Zapraszam do mnie: http://heroes-new-adventure.blogspot.com/
Ala
PS. Wyłączcie weryfikację obrazkową. To bardzo utrudnia komentowanie na komórkach.
Bardzo dziękuję za opinię. Postaram się poprawić błędy :) Ala
Usuń35 year-old Marketing Assistant Kalle Rewcastle, hailing from Brentwood Bay enjoys watching movies like The End of the Tour and Kitesurfing. Took a trip to Ilulissat Icefjord and drives a A3. Dowiedz sie wiecej tutaj
OdpowiedzUsuńporady prawne online rzeszow
OdpowiedzUsuń